roundtheworld blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2005

Ko Phangan

8 komentarzy

Po kilkunastu dniach w ciaglej podrozy dotarlismy wreszcie do miejsca trankilu najwyzszego, gdzie slonce wstaje z wody i tam tez zachodzi, bob spiewa od rana do wieczora, boisk do siatki plazowej jest 3 a piasek ma ksztalt i kolor zblizony do maki..

Jestesmy na rajskiej wyspie tajskiej i troche tu posiedzimy…:)

Jesli ktos zazdrosci imprez w Bangkoku to niech dzis uda sie do Boom Bar Rush na golebiej.. Tam to dopiero bedzie noc!!!

Bilety:
7 / 10 zł
pokoj 057 pawilon B,

Wściekly 5 zł
Bania 5 zł
Piwo 5 zł

Wampirzyce w przebraniu – wjazd free

Pozdrawiamy :)

One night in Bangkok..

1 komentarz

Zawsze chcialem taki temat zamiescic..:)
szczegoly wkrotce..

Laos

2 komentarzy

Wizy do tego socjalistycznego kraju dostalismy szybko i bez problemu, dostalismy nawet znizke ze wzgledu na nasza komunistyczna przeszlosc.. Z Kambodzy postanowilismy wziac lodke, ktora przewiozla nas na druga strone mekongu.. Speed boat pedzila strasznie, a nie wszyscy z nas mieli kaski wiec bylo wesolo… Po godzinie dotarlismy do urzedu celnego kambodzanskiego.. Przesmiesznie-maly domek, tam koles w bialym podkoszulku szybko zakladajacy mundur celnika, usmiechniety od ucha do ucha.. Pare fotek, kolejny stempel do kolekcji i.. lodka na strone laotanska.. Motorami do urzedu celnego i tam oplata administracyjna w
wysokosci dolara..

Stamtad taxowka ciezarowka i po pol gdzinie dotarlismy do wybrzeza rzeczki gdzie nacpany jak diabli anglik
zaproponowal przewozke na wyspe don det, gdzie zmierzalismy.. Udalo
sie nie przewrocic, lodz szeroka na pol metra a dluga na 6 kolysala
sie dosc niebezpiecznie :) Na wspomnianej wyspie znalezlismy
bangalowy, za 2 dolce nocleg, hamaki przed drzwiami, widok na brudna
rzeke i mala restauracyjka obok.. Turystow malo, jakis anglik,
hiszpanie, ale trzymamy sie siebie i lokalnych z ktorymi rozegralismy
dobre 2 mecze w siate..
Do Pakse, miesciny na poludniu Laosu, gdzie szerokie, puste ulice odstraszaja bardziej niz brudne wielkie blokowiska, dotarlismy nastepnego dnia, ale dluga tam nie zabawislismy.. Chcielismy udac sie z powrotem nad rzeke, ale uciekl nam autobus wiec pojechalismy do miasteczka Paksong, ktore slynie z hodowli najlepszej i jednej z najdrozszych kaw na swiecie.. Tej jednak nie znalezlismy i po nocy w zimnym i zagrzybialym guesthousiku, ktory po raz pierwszy od miesiaca zmusil nas do uzycia spiwora i kurtek, rzucilismy moneta.. Wyszlo ze spadamy do tajlandi.. Zrobilsismy wiec tabliczke BANGKOK i postanowilismy troche poautostopowac.. po paru godzinach bylismy na granicy, pozegnalismy laos by.. za pare minut ponownie go przywitac.. Okazalo sie ze od poczatku wrzesnia obywatele polscy musza posiadac wize do krolestwa tajlandii.. Musielismy sie dostac do innego przejscia granicznego, jedynie 750 km na polnoc, niedaleko stolicy- VIENTIANU.. Stolica ladna, bogata, miedzy wysokie budynki wcisniete buddyjskie swiatynie, paru turystow.. W ambasadzie nic nie zalatwilismy wiec na przygode stopem do granicy.. tam po 3 godzinach trudnych rozmow udalo nam sie otrzymac 15-o dniowa wize..:)
O tym co bylo za granica wkrotce…

Kambodza

1 komentarz

Kambodza, kiedys potezne imperium Khmerow, ktorzy miedzy IX, a XIV wiekiem panowali nad terenami obecnego Wietnamu, Laosu i Tajlandi, dzisiaj jedynie pozostalosci bogactwa kulturowego tej epoki mozna ogladac we wspanialych swiatyniach Angkoru.

Obecnie jedno z najbiedniejszych panstw Azji, w ktorym dalej odczuwalne sa skutki 2 dekad wojny, przemocy, rozlewu krwi w tym prawie 4 lata (1975-79) pod panowaniem Khmer Rouge, ktore zabilo 2 miliony z 7 milionowego spoleczenstwa Kambodzy.
Po przejeciu wladzy przez Pol Pota, Khmer Rouge, wprowadzilo najbardziej radykalna i brutalna restrukturyzacje kraju, kiedykolwiek poznana przez ludzkosc. Celem jej byla transformacja Kambodzy w maoistowskie, rolnicze panstwo. W czasie tym setki tysiecy ludzi, wlaczajac lekarzy, profesorow, nauczycieli byla torturowana i zabijana. Tysiace ludzi bylo zabitych tylko dla tego, ze mowili w innym jezyku czy nosili okulary….Setki tysiecy zginelo od roznych chorob tropikalnych.
Skrawki tej masakry mozna zobaczyc na „Killing fields”, gdzie znajduja sie masowe groby.

Obecnie 80 % ludnosci zatrudnionych jest w rolnictwie, przemysl prawie nie istnieje, a glownym zrodlem dochodu jest sprzedaz drewna i gumy.

Niezla lekcja historii…? Koniec zanudzania, przechodzimy do wiadomosci co my tam robilismy…
Caly narod zyje duma swiatyn Angkor wat, ktore oczywiscie odwiedzilismy!
Na specjalny dzien zwiedzania cudow starozytnego swiata wynajelismy sobie motor z naczepa i milym kambodzanskim chlopakiem co by nam powozil i przewodzil.. 8 kilometrow przemierzylismy dosc predko aby dotrzec do punktu poczatkowego gdzie na wstepie nalezy pozbyc sie 20 dolarow. Zaraz za postojem sloni oczom naszym ukazala sie pierwsza z 14 wielkich swiatyn.. Wszystkie pochodza z poczatkow ubieglego tysiaclecia i sa najwspanialszym przykladem architektury Khmerowskiej. Zagubione miasto Angkoru zostalo odktyte przez Francuzow dopiero w 1860 r i szybko stalo sie popularne wsrod turystow w Europie i na calym swiecie. Zajmuje teren kilkunastu hektarow, po ktorych placze sie pelno turystow! Glownie Amerykanow i Japonczykow, ktorzy robili znacznie wiecej zdjec niz my.

Pare razy spadl deszcz, jednak korzenie drzew obrastajacych swiatynie, sluzyly nam za schron.. 10 godzin zwiedzania, troche fotek i wrocilismy do naszego hoteliku.
Nastepnego dnia wrocilismy do stolicy by odebrac paszporty z pieknymi wizami do Laosu.

Zdjecia dodane :)

Sajgon

4 komentarzy

Po 2 dniach vipowskiego zycia w najlepszych hotelach, powrocilismmy do standardow prawdziwych podroznikow ( tanich hotelikow, obskurnych knajpek z pysznym jedzeniem……). Tak wiec obecnie znajdujemy sie w Ho Chi Minh city, znanego pod inna nazwa jako Saigon. Przed przyjazdem wyobrazalismy sobie prymitywne chatki i samych zebrakow, co jednak calkowicie odbiega od rzeczywistosci. Wszedzie domy z cegly, przeplatane z ogromnymi szklanymi wiezowcami i porzadne, betonowe ulice, na ktorych widac tysiace ludzi w rekawiczkach i maskach, jadacych na motorach. Az sie nie chce wierzyc, ze znajdujemy sie w panstwie, gdzie PKB na miszkanca wynosi lekko ponad $200. Jednak nie nalezy zapominac, ze znajdujemy sie w ogromnym miescie, a nie w jakies malej wiosce w srodku dzungli…

Wczoraj odwiedzilismy tunele w ktorych walczyli Wietnamczycy. Po przejsciu 50 metrow (na glebokosci 10 metrow) na kolanach, czlowiek ledwo moze oddychac, poci sie i prawie dostaje klaustrofobii….tak wiec nie wiemy jakim cudem ludzie byli w stanie mieszkac tam nawet po 15 lat. Po ciezkim czasie spedzonym pod ziemia postanowilismy chwile odpoczac, zjesc tradycyjne wietnamskie jedzenie ( noodle soup, spring rolls…..) i udac sie do Remnant Museum. Jest to propagandowe miejsce utrzymane w stylu komunistycznym, gdzie nienawisc do Amerykanow jest wciaz zywa. Ogolnie celem jest chyba pokazanie okrutnosci USA poprzez wyswietlanie filmow, zdjec na ktorych widac podziurawione ciala biednych wiesniakow trzymane w rekach przez Marines. Co chwila przewijaja sie przyrzady do tortur, chemiczne bomby i znieksztalcone ciala nienarodzonych dzieci….

Kolejne dni uplynely nam na zwiedzaniu miasta, zakupach na ogromnym wietnamskim markecie i kosztowaniu wielce aromatycznej kuchni wietnamskiej….

Jutro wyruszamy do granicy z Kambodza, skad zamierzamy splynac Mekongiem wglab kraju lub dostac sie jakos droga ladowa…tak czy siak czekaja nas przygody i odkrywanie nieznanych terenow…

Zdjecia dodane.

Do boju Polsko!!!

1 komentarz

„England fans are now spared a possible rerun of the 1973 scenario against Poland when the team needed to win to reach 1974 Finals but drew as visiting goalkeeper Jan Tomaszewski gave a man-of-the-match performance”

No pisza o tym meczu tu niemalo.. W gazetach singapurskich, indyjskich.. wietnamskich nie rozumiemy za bardzo, ale sadzac po reakcjach wietnamczykow na nasze narodowe koszulki to tez sie meczem nazym emocjonuja:

Yes Poland Go, I give money on Poland!
Mamy juz super knajpke, angielskich przeciwnikow, obietnice otwarcia po godzinach.. Tak wiec bania zoladkowki za Bialo-Czerwonych i.. DO BOJU POLSKO!!

Tego sie nie spodziewalismy.. Po 14 godzinnej podrozy z goa do Bombaju i zwiedzeniu tego pieknego, bollywodzkiego miasta, jednego z najwiekszych na swiecie, bardzo europejskiego zreszta, planowalismy wyruszyc do wietnamu.. Samolot nasz jendak spoznil sie jedyne.. 12 godzin.. Tak wiec singapurskie linie lotnicze poczuly sie w obowiazku znalezc nam nocleg…

Tym sposobem 2 ostatnie noce spedzilismy w mega wypasionych hotelach, jednym w bombaju, drugim w singapurze.. Baseny z palmami, super szamka, luksusowe pokoje, limuzynowe taryfy..:) Zobaczylismy tez singapore by night i poznalismy poludniowo-wschodnia kulture bawienia sie.. ;)
Wszystko oczywiscie na koszt niesolidnych linii lotniczych…

Zaraz lecimy do wietnamu, jedno dniowe opoznienie zapamietamy mile…

aha.. konsulat generalny Rzeczpospolitej w bombaju byl zamkniety.. zostawislismy im kartke ze skandal! :)

Po pozegnalnej imprezie z tubylcami i turystami udalismy sie autobusem ( okolo 7 godzin ) do Kathmandu. Stamtad natepne 3 godziny kilkoma roznymi busami do Nagarkot ( miejsca uwazanego za jedno z najlepszych punktow widokowych w Nepalu, z Mt. Everestem w tle…). Jadac na dachu autobusu i podziwiajac wspaniale widoki, slyszymy nagle : Peter, Stan…. patrzymy do tylu, a to 2 nasze znajome….az nie moglismy uwierzyc. Okazalo sie, ze dziewczyny nie mogly przezyc rozstania z nami, wiec wziely samolot do Kathmandu, a nastepnie taryfe do Nagarkot. Jednynie dzieki wielkiemu szczesciu i naszej podrozy na dachu bylismy wstanie sie znowu spotkac…przeznaczenie :)

Jedynym minusem wspanialego miejsca widokowego byl brak gor, zaslonietych morzem chmur…nastepnego dnia udajemy sie wiec do stolicy Nepalu. Jest to jeden wielki bazar, z tysiacami kolorowych stoisk, gdzie mozna nabyc wszystko: od kaszmirowych szali do zwierzat hodowlanych….

Nastepnego dnia lecimy samolotem do New Dehli…ogolnie planowalismy podrozowac jak najtanszym kosztem, ale 80$ wydanych za bilet w porownaniu ze wspanialymi widokami bylo naprawde niczym. W koncu moglismy zobaczyc Mt. Everest i inne 8-tysieczniki w calej swojej okazalosci :). Z Dehli udajemy sie od razu pociagiem na poludnie, do stanu Goa. Podroz trwa 2 dni, ktore jednak uplywaja nam dosyc szybko. Jedynym misusem pierwszej nocy jest brak lozek. Kiedy zasypialismy w jakims kacie , ktos przychodzil, budzil nas i wymachujac biletem przed naszymi nosami mowil ,ze to jego miejsce….takie sa skutki ku[powania biletow w ostatniej chwili bez wczesniejszej rezerwacji.

Od poznanych ludzi z pociagu dowiadujemy sie, ze miejscem do jakiego powinnismy sie udac jest Anjuna. Pelni oczekiwan, jadac 5 roznymi autobusmi w koncu sie tam dostajemy. Ogolnie mowiac : pusto, imprezy pozamykane, piasek czarny, rozsypujace sie budynki, atakujace wsciekle psy i sprzedawczynie ciagnace za rekawy do swoich malych sklepikow…nie na to liczylismy. Postanawiamy sie jednak nie zalamywac, zostac 2 dni ( co okazuje sie pozniej olbrzymim bledem!!) i odpoczac zajadajac sie pysznym `seefoodem`.
Kolejnym etapem jest Palolem. Krotko miac raj na ziemi, na ktory tak liczylismy. Czas spedzamy grajac w siatkowke na iddylicznych plazach, popijajac swieze soki tudziez drineczki, plywajac w morzu i poznajac ludzi z calego swiata, z ktorymi pozniej spedzamy w klimatycznych knajpkach na plazy wieczory :).

Z zalem w sercu opuszczamy kolejne wspaniale miejsce. Jedyne 16 godzin do Bombaju, dzien zwiedzania i odwiedzenie konsulatu w celu glosowania dzila nas od kolejnego przystanku naszej podrozy jakim jest Vietnam…..

Katmandu

12 komentarzy

Jestesmy w stolicy pare godzin, troche zakupow, maly sajtsiing, pozegnalne piwo z nepalem i.. W niedziele lecimy krolewskimi liniami buthanskimi do delhi, stamtad kilkadziesiat godz w pociagu i.. nastepne wiesci z GOA :)

pozdrawiamy


  • RSS