roundtheworld blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2005

Mija wlasnie miesiac odkad stalismy sie bardzo stacjonarnymi podroznikami.. 2 przeprowadzki, badanie terenu australijskiego, poszukiwania kangurow i nauka angielskiego w grupie o poziomie zaawansowania ponizej sredniego.. Tak nam wlasnie grudzien minal az przyszly swieta kiedy to odczulismy ze sami na tej odleglej od ojczyzny wyspie nie jestesmy!

POLISH CHRISTMAS PARTY zorganizowala australijska polonia.. Oj wiele organizatorzy mogliby sie nauczyc od Relaksmisji!!! Polonez w wykonaniu emerytow, koledy z wielkich trzeszczacych glosnikow, powiewajace wszedzie flagi bialo-czerwone oraz pierozki, bigosik, kielbaska baaardzo nam przypomnialy domowe klimaty.. A ze wino australijskie w czterolitrowym kartonie idealnie odpowiada naszej kieszeni to wprawilismy sie w czysto swiateczny polski nastroj! :)
Nastepna narodowa swiateczna impreza to juz plaza.. Jakoze w wigilie musielismy troche pobarmanowac to wspolna wieczerze zjedlismy w pierwszy dzien Swiat przy szumie morza i powiewie oceanicznego wiatru.. Udalo nam sie zwolac kilkanascie osob z roznch zakatkow naszej ojczyzny i przy roladzie, salatce owocowej, kurczaczkach z grila i czipsach podzielilismy sie oplatkiem… Wtedy tez odkrylismy nasze powolanie-bedziemy serferami! jak tylko cos zarobimy to kupujemy deski i przeprowadzmy sie na plaze! Trzeba realizowac marzenia! A jak! :)

A zarabiac probowalismy malujac domy i sprzedajac karty kredytowe, ale jakoze barmani z nas urodzeni to chyba tego trzymac sie bedziemy.. Nasz latynoski klub troche opustoszal po przedswiatecznych imprezach dlatego szukamy wciaz czegos innego.. Ale ze jeszcze nie znalezlismy, dzisiejsza noc spedzamy na najwiekszej polsko-internacionalnej imprezie w Australii (ktora nie musze dodawac kto organizuje:)), gdzie bedziemy ogladac fajerwerki nad opera, pic szampana w jakuzi i tanczyc na plazy.. Jesli wszystko sie uda to fotorelacja juz wkrotce! :)

Dziekujac za pozdrowienia swiateczne od Was wszystkich rowniez zyczymy Wam sto lat w przyszlym roku!!! W niedziele o 10 rano wypijemy szampana za wasze i dwutysiecznegoszostego zdrowie!!

Teraz kiedy juz jestesmy barmanami i mieszkamy w apartamentowcu z basenem i silka (o tym na koncu) nadrabiamy zaleglosci, juz prawie miesieczne, w poinformowaniu was jak to sie z azji dostalismy na antypody..

Po opuszczeniu Tajlandii i uiszczeniu oplaty za przedluzony o pare dni pobyt w tym bajecznym kraju, zlapalismy lodke na „bezclowa” wyspe malajska- LANGKAWI. Spokoj i cisza, piwko za zlotowke, woda ciesniny Malakka jednak juz nie taka sliczna jak kilkadziesiat kilometrow dalej na polnoc. Nocleg znalezlismy w idealnym wrecz przystanku dla backpakersow- GECKO guest house, w ktorym wlascicielka Rebeka smazyla pstragi na ruszcie, poznani wczesniej (w sajgonie i na ko phangan) turysci z holandii calym dniami ogladali pirackie dvd, a oswojona malpka zawijala wszystko co tylko lezalo na stolach..
Udalo nam sie zrobic pierwszy krok przed skokiem ze spadochronem.. Bo skoczylismy ale nie z gory tylko w gore, bedac ciagnieci przed motorowke.. Kozaczek!

Nastepny przystanek to park narodowy Taman Nagara – niezwykle miejsce! dzicz, wilgoc i wlasciwie niewiele poza tym, ale treking do srodka dzungli, gdzie na drzewach, na wysokosci 30 metrow wisza mosty ze sznurow, a pozniej do jaskini, w ktorych przeciskiwalismy sie miedzy ostrymi skalami wycierajac plecami lajno nietoperzy, byly fazowe :)

2 noce spedzilismy w malej wilgotnej chatce bez okien, a jadalismy w restauracji na rzece, ogladajac jak to Australia pokonuje w karnych Urugwaj.
Pelni tesknoty za zlotymi plazami postanowilismy udac sie na slynne Perenthian Islands, znajdujace sie na polnocno wschodnim krancu malezji. Autobusem i koleja, tak zwana „jungle railway” mielismy dostac sie do Kota Bharu.. Pociag spoznil sie 9 godzin, a nie byl przystosowany do jazdy w nocy wiec po ciemku jechalismy do 3.30, co chwila zatrzymujac sie by zdejmowac z torow konary drzew.. dzieki temu ze pomagalismy konduktorom i maszyniscie i po paru minutach ruszalismy w dalsza droge.. Od tej 3.30 spalismy na zamknietym dworcu by o 7 z dostarczycielem warzyw, pozniej innym autobusem dostac sie do miasteczka z portem, na wsch wybrzezu.. I wtedy zaczelo lac! okazalo sie ze na nasze wyspy plynie tylko jedna lodz, droga jak diabli, a ze padalo caly czas a prognozy byly podobne na najblizsze dni, to stwierdzilismy ze nie jedziemy.. Zaczelismy lapac stopa ale po 2 godz przemoknieci do suchej nitki olalismy i autobusem dojechalismy do tego samego miasta w ktorym bylismy tego samego dnia rano..

Po posilku skladajacym sie z.. konikow polnych, larw, malych dzdzownic i karaluchow umoczonych w przepysznym sosiku wsiedlismy do zimnego autokaru-malajczycy maja fiola na punkcie klimatyzacji-nawet gdy na zewnatrz jest chlodno, leje i wiekszosc pasazerow jest przemarznietych wewnatrz wygodnego autokaru temperatura wynosi 10 stopni i spada…

Po 54 godzinach podrozy dotarlismy do Cameron Highlands. Znajdujace sie na wys 1800 metrow miasteczko Tanah Rata to urocze miejsce, slynace z plantacji herbaty.. Sliczne widoki, mgla i deszcz… Zamieszkalismy w Fathers guest house kolejnym super miejscu dla backpakersow- z internetem, wyswietlaniem filmow dwa razy dziennie, z mapami, przewodnikami, szachami, sala do ogladanoia meczow angielskiej i hiszpanskiej ligi (nasze derby sluchalem jednak o 2 w nocy w radiu krakow:)), tanimi noclegami bez lazienek i drogimi nawet z ciepla woda.. Swietne miejsce
wypadowe na wycieczki w gory, jak schronisko w tatrach. Zrobilismy 2 trekingi-jeden wglab kolejnej dzungli, w ktorej ciezko bylo sie przedzierac w sandalkach, ale innego obuwia nie posiadalem, drugi natomiast do znajdujacych sie wysoko „tea housow”, gdzie ogladnelismy proces robienia herbaty, rozkoszowalismy sie smakiem oryginalnych malajskich zielonych lisci, napisalismy pare kartek i.. sprobowalismy malajskich truskawek :)

Wszystkim polecamy indyjska restauracje, przy glownej ulicy Tanah Rata, z pysznym jedzeniem i nepalskim kelnerem, ktory jak uslyszal nepalskie piosenki zaspiewane przez nas w jego ojczystym jezyku, to mial lzy w oczach..

Musimy wspomniec ze Malajczycy to bardzo mily narod! Gdy siedzielismy gdzies sami zawsze ktos podszedl, spytal skad jestesmy, pogratulowal awansu do mistrzostw.. Jesli juz mowili po ang to mowili dobrze, wiekszosc to muzulmanie, wiec wszystkie kobiety chodza w tych
chustach i usmiechaja sie szeroko..

Ostatnim punktem w Malezji bylo odwiedzenie Kuala Lumpur.. Stolica to przede wszystkim 452-u metrowe Petronas Towers, uznane za najwyzesze wieze swiata zbudowane przed koncem XX wieku, ktore calkowicie zdominowały panoramę miasta. Widać, że dotychczasowa, bardzo krótka, bo zaledwie trzydziestokilkuletnia historia stolicy kraju to okres burzliwego rozwoju. Dwie wieże koncernu naftowego Petronas (w jednej są biura firmy, druga jest wynajmowana) oraz otaczający je park stanowią centralny punkt miasta, wokół którego powoli przybywa nowych wieżowców. Niestety żadne zdjęcia nie są w stanie ukazać piękna blizniaczych wiez. Elewacja wyłożona jest stalą nierdzewną także w słońcu budynki lśnią jak dwa diamenty. Obie wieże mają łącznie 76 wind, do transportu używanych jest 29 dwupoziomowych wind i 10 ruchomych schodów, poza tym obie wieże na wysokości 41 i 42 piętra, czyli na wysokości 170 metrów połączone są ze sobą zewnętrznym mostem o długości 58,5 m. W Kuala Lumpur jest przyjemnie cieplo, wszedzie palmy, a znajdujaca sie w centrum chinatown ulica Petaling to raj dla milosnikow zakupow. Kupilismy wiec pare koszulek, spodni, perfum, zegarkow, butow.. Wszystko to oczywiscie rolexy, levisy i adidasy, ale wiecej niz kilkanascie dolarow nie wydalismy ;-)

Do singapuru dotarlismy w dzien odlotu do Sydney wiec duzo nie zwiedzilismy (patrz zdjecia)..

Australia super! Juz w pierwszym tygodniu znalezlismy prace-jestesmy barmanami w klubie latino.. Z mieszkaniem tez nie bylo ciezko-po paru nocach u Argentynki z Tajlandii i rodakow poznanych przypadkiem wprowadzilismy sie do wspomnianego na poczatku lokum.. Mieszkanie dzielimy z wietnamczykiem i jego chinska dziewczyna, nie mamy jednak z nimi wiele kontaktu bo albo pracuja, albo studiuja, albo zamulaja w swoim pokoju i jeszcze zadnej pysznej chinszczyzny lub wietnamskiej noodlsupy nie dostalismy.. w piwnicy mamy basen, silownie, spa i saune a przed domem miejsce na bbq.. Nie jest wiec zle, do plazy troche daleko, ale o plazach, szkole, inwazji czjnikow i miedzynarodowych christmas partys napiszemy innym razem…

zdjecia- http://pg.photos.yahoo.com/ph/roundtheworldextreme/my_photos


  • RSS