roundtheworld blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2006

Taki wlasnie slogan wita nas codziennie gdy wysiadamy z promu wracajac do naszego nowego mieszkania.. I takie wlasnie jest Manly.. By dostac sie do tej oddalonej o 7 mil od centrum dzielnicy plyniemy pol godzniny.. Te 30 minut jedyne w sloncu i oceanicznej bryzie to nic w porownaniu do raju jaki czeka na nas dnia kazdego.

Manly jest najbardziej cziloutowa dzielnica duzego miasta jaka mozna sobie wyobrazic! Rzeczywiscie- przebywajac tu ma sie wrazenie ze jest sie o tysiace mil od wszelkich zmartwien! Blisko metropolii a klimat jak w kurorcie nad baltykiem..:)

Palemki, sosenki, dluga plaza z boiskami do siatki, restauracyjki typowo nadmorskie, ulice male waskie i zazwyczaj puste, bez korkow, duzo barow, pabow wlasciwie, oprocz tego korty, boiska do krykieta, park narodowy i zajawkowe klify o ktore fale rozbijaja sie niczym piwo o brzegi szklanki niesione w szybkim dosc tempie.. O 7 rano plaza pelna jest sportowcow-panowie plywaja w kusych majtkach, panie podrzucaja piersi w sportowej bieliznie, mewy skrzecza budzac zaspanych imprezowiczow, a Pacyfik wyrzuca muszelki wielkimi falami, na ktorych szaleja serferzy..

W sloneczne dni na piasku dzialaja szkoly serfingu, plywania, ratownictwa, siatkowki, puszczania latawcow, skakania na fale, opalania sie by sie nie spalic, tanca po piwie i robienia zdjec bajecznym zachodom slonca..

Nasze mieszkanie w srodku wyglada jak wnetrze kamienicy przy krakowskim rynku-wysokie ze stylowym zyrandolem, malymi kominkami i stara lazienka, z zewnatrz natomiast- jak domek letniskowy z duzymi suwanymi oknami, na grubych, kamiennych kolumnach.. Zamieszkalismy z Karolina z Warszawy i Marian z Irlandii. Sciany zdobia juz podobizny Jesiki Alby i Simpson, mapy kontynentow i te z zaznaczonymi przebytymi trasami oraz flagi w naszych narodowych barwach, a jak!

Zycie plynie dosc szybko, udalo nam sie wreszcie kupic Mikase wiec zaczynamy codzienne treningi siatkowki, polmetek wyprawy juz niedlugo, oprocz tego zbliza sie karnawal, festiwal gejow, jesien i duzo rekinow….

Melbourne jest bardzo spokojnym i ladnym miastem, przez ostatnie pare lat uznawane w swiatowych rankingach za najbardziej „liveable” czyli przyjazne do zycia-biorac pod uwage atrakcje, klimat, pogode, czystosc powietrza, mozliwosci finansowe, bliskosc do oceanu, kolor trawy, ilosc pol golfowych itd…
Nocowalismy u Natalie, poznanej we Francji, i jej chlopaka i wraz z nimi odbylismy podroz Great Ocean Road.. Do slynnych 12 apostolow (wielkich glazow wystajacych z oceanu, z ktorych 5 juz sie zawalilo) jednak nie dotarlismy gdyz zepsul nam sie samochod..

Ale glownym celem wyprawy do stolicy australijskiego tenisa oczywiscie nie bylo zobaczenie jakichs kamykow, ale gwiazd wielkiego formatu rzecz jasna..

Bilety na cwiercwinaly wyprzedane byly od dawna, ale kultura z jakiej sie wywodzimy nie pozwolila nam tak po prostu zrezygnowac z wbicia sie na arene imienia Roda Lavera.. Zaraz po przylocie zrobilismy male rozpoznanie terenu i.. 2 dni spedzilismy w towarzystwie Martiny Hingis, Rogera Federera, Nikolaja Davidienki, Lindsey Davenport, Justyny Henin-Hardin, Markusa Bhagdatisa, a przede wszystkim Marysi Szarapowej..:)

Udalo nam sie tez wynajac korty na godzinke i po jakichs 12 latach probowalem sobie przypomniec jak uderzac w ten maly zielony punkt, ktory Molu jak z wyrzutni do mnie podawal.. Dostalem lanie do zera, ale postanowienie odnosnie zakupu kolejnego sprzetu sportowego zrobilem! :)


  • RSS