roundtheworld blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2006

Dzis znalezlismy zdjecia ktorymi juz dawno chcielismy sie pochwalic.. Obiekt naszych westchnien, snow, wart wydania kilkudziesieciu australijskich dolarow i w koncu cel naszej podrozy do stolicy Victorii, mozecie podziwiac na koncu sekcji ZDJECIA/ AUSTRALIA… :)))

Za 2 tygodnie Ekwador zostanie zmiazdzony! he. he. he.

Koniec tych podrozy, trzeba zrobic cos dla ducha i osiasc w jendym miejscu.. Wybralismy wioske lezaca u podnoza trzech wulkanow nad jeziorem Atitlan w Gwatemali-San Pedro.. Jest tu nieinaczej niz TRANQUILO.. bida straszna, ale bardzo kolorowo i przyjaznie.. Gwatemalczycy mieszkajacy tu to potomkowie Majow, a wiec najprwdziwsi Indianie, ktorzy mowia jezykiem Tz´utuhil, ale hiszpanski to jezyk urzedowy wiec dogadujemy sie z nimi bez problemu! :) kobiety chodza w tradycyjnych kolorowych strojach, a mezczyzni w kapeluszach pija piwo KOGUT (gallo)..

By dogadywac sie z nimi jeszcze lepiej zapisalismy sie na lekcje hiszpanskiego i juz od tygodnia uczeszczamy na zajecia.. 4 godziny dziennie, mila atmosfera, indywidualne lekcje w ogrodzie nad jeziorem.. Popoludniu uczymy sie salsy a w „klubie konwersacji” z innymi podroznikami wymieniamy informacje o krajach z ktorych pochodzimy, oczywiscie po hiszpansku.. Od poniedzailku do piatku tez uczymy gwatemalskie dzieci matematyki i geografii..
Jest troche chlodno i codziennie leje bo pora deszczowa wlasnie sie zaczyna, ale zaprzyjaznilismy sie juz ze sprzedawczynia bulek zza rogu i dziadkiem wynajmujacym kajaki wiec nie nudzimy sie… Mieszkamy u rodziny gwatemalskiej, w ktorej pan domu to pastor (widac mamy do nich szczescie) a pani domu piecze tortille 24g na dobe…

Posiedzimy tu troche, planujemy jeszcze 2 tyg, pozniej musimy znalezc jakies dobre miejsce do ogladania mistrzostw..
Moze bedzie to.. Kostaryka….? :)

WZDLUZ…skot

Aguascalientes nie bylo jednak malym miasteczkiem.. 700 tys mieszkancow na polskie warunki to moze duzo ale jak na 100 milionowy meksyk zupelnie nie.. Wraz z Paula i Davidem, ktorych poznalem we Francji uczcilismy pamiec o sw.Marku na miedzynarodowym festiwalu. Pokazy rodea, walki bykow i kogotow, koncerty, degustacje mexykanskich alkoholi- to wlasnie Feria de San Marcos! Corrida niezapomniana bedzie-6 bykow zostalo zasztyletowanych przez owdzianych w rozowe podkolanowki panow zwanych torreadorami.. Piekny zachod slonca, 37 stopni celsiusza, zimna Corona.. Niesamowite przezycie!

Nastepnie wybralem sie do Guanajuato- polozonego na wys 2000m szesnastowiecznego miasteczka, ktore, mialem takie wrazenie, sklada sie tylko z waskich uliczek i tunelow.. Super atmosfera, cieplo, spiewy i traby na czesc patronki Meksyku, Matki Boskiej z Guadelupy.. Widok z gory na ktora wyjezdza sie fanikulerem takim jak 1/4 tego na gubalowke zapieral dech w piersiach..

Przez stolice, jedno z najwiekszych miast swiata, w ktorym mexykanow zyje ok 20 milionow przejechalem szybko, i zwiedziwszy tylko dworzec przesiadlem sie do autobusu jadacego jeszcze bardziej na wschod by gdzies tam spotkac Mola.. Po 28 godzinach w podrozy i przejechaniu kolejnych 1800 km dotarlem do San Cristobal de Las Casas..

WSZERZ…molu

Po problemach jakie spotkaly mnie przy wylocie z Samoa i na terenach USA ( gdzie wysadzili mnie z samolotu jak kryminaliste, zdejmowali odciski palcow i robili zdjecia jak do Big Brothera, i oczywiscie stalej asyscie zamulonego policjanta – musialem zaplacic 300$ za 5-godzinny pobyt w pokoju dla imigrantow) w koncu dotarlem do Meksyku. Miasto Cancun to nic specjalnego ; do plazy dostepu prawie nie ma, jest bowiem zablokowany przez mase wielkich hotelow w ktorych bawi sie bananowa mlodziez z
USA, ktora jest za mloda azeby nabyc alkohol we wlasnym kraju….. dlugo tam wiec nie zabawiajac wsiadlem na lodke i poplynalem na wyspe Isla Mujeres.

Miejsce to jest doslowie wyjete z bajki : krystalicznie czysta woda, zlote plaze z palemkami, a w malym miasteczku waskie uliczki z kolorowymi domami i sklepami sprzedajacymi towary od tequli po sombrero… Plan 2-dniowego pobytu zamienil sie jednak w tydzien, podczas ktorego wieczory spedzalem przysluchujac sie kocertom raegge, grajac w pokera i siatkowke jak i oczywiscie troszke imprezujac. Dzien wypelniala ciagla siesta – hamak pod palemka….trankil.

Za nastepne miejsce w drodze do San Crostobal, gdzie mialem sie spotkac ze Skotem, obralem Palenque. Miasto samo w sobie to nic szczegolnego – ludzie przebierzajacy po brudnych uliczkach ledwo oddychajacy powietrzem, gdzie wiecej jest spalin niz tlenu…. Jednakze 7 kilometrow poza ta miescina kryje sie jeden z „cudow Meksyku” – ruiny starozytnej cywilizacji Majow. Schowane gleboko w dzungli zostaly odkryte dopiero w XVIII wieku, a do dzis sposrod 500 budowli dla zwiedzajacych oczu dostepne jest jedynie raptem kilka…w tym na szczescie 8-pietrowa „Templo de las Inscriptiones”, uwazana za najwazniejszy zabytek we wschodniej hemisferze. Wewnatrz na sciacach mozna zbaczyc swietnie zachowane inskrypcje… z przed prawie 1,5 tysiaca lat. Wielkosc tego miejsca zapiera dech w piersiach, jednakze wysokosc, skwar i wilgotnosc powietrza sprawia zwiedzanie prawdziwym wyzwaniem. Po ciezkim dniu w ruinach zamieszkalem w domku na drzewie, tuz obok baseniku, w ktorym moglem zaznac ochlody i odpoczac..

Czas spotkania ze Skotem sie zblizal wykupilem wiec bilet do San Cristobal, na nieszczescie jednak droga byla nieprzejezdna z powodu duzego niebezpieczenstwa od strony rebeliantow. Udalem sie wiec do Tuxtla Gutierez, skad do San Cristrobal. Po calym dniu chodzenia po tym slynnym kolonialnym miasteczku, zwiedzania kosciolow i podziwiania widokow postanowilem udac sie na posilek. Zrzadzenie losu sprawilo, ze ta sama ulica szedl Skot……

Tak, musze przyznac ze kocham ten kraj! :) Ludzie przemili, pogoda piekna, historia ciekawa, a jedzenie ze palce lizac.. Wszyscy sa wylajtowani, usmiechnieci i tylko planuja fieste.. W Guadalajara zatrzymalem sie u kolezanki z Lyonu, duzy dom z basenem, mexykanska sluzba, wizerunki naszego Papy wszedzie, cala rodzina zachwycona ze ja to z tej Polonii, z tej Cracovii, co tam Huan Pablo Secondo mieszkal.. Guadalajara slynie z Mariachis, facetow co na gitarach graja i sombreros nosza wiec wysluchalem ich pieknego konceru popijajac Casuelas, miksture z Tequili i sokow cytrusowych.. Jose Cuervo ma swoja fabryke niedaleko wiec trunek ten jest swiezutki i pyszniutki..

Troche odpoczalem po 36 godzinach podrozy z Tijuany, gdzie nie bylo tak strasznie jak sie spodziewalem i pozwiedzalem miejscowe katedry i zabytki..

Dzis dotarlem do Aguascalientes, nieduzego miasta w centralnym Meksyku, w ktorym tez jakichs przyjaciol mam, wiec wlasnie szykujemy sie do swietowania na Feria de San Marcos, popijajac Corone z limetka..:)

Molu na morzu karaibskim, mam nadzieje sie z nim zobaczyc na dniach..
Pozdrawiam maturzystow, a wszystkim rodakom zycze nie wyjezdzania z kraju bo po ostatnich sondarzach wyborczej to widze ze do tego wlasnie sie szykujecie…
skot

MOLU

3 komentarzy

Skot, jestem na Isla de Muheres, jest przekocur. Mialem zostac 1 dzien, ale jakos nie moge sie zebrac zeby wyjechac.. :) Plaza, imprezy- ogolnie chill-out. Nie moge sprawdzic maila, dlatego napisz na blogu kiedy i gdzie sie umawiamy. ja jutro jade do San Cristobal, gdzie bede na Ciebie czekal kilka dni…. Jak zabawisz dluzej w polnocnym Meksyku pojade do Gwatemali i gdzies zostane na polnocy.
powodzenia na szlaku
molu


  • RSS