roundtheworld blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2007

jurta.jpg

Dotarlismy do Mongolii, kraju Chingiis Khana, niebieskiego nieba i.. braku drog..:) Ulan Bator, w ktorym jeszcze 3 lata temu byl tylko 1 bankomat, obecnie, jak na stolice kraju odwiedzanego przez coraz wiecej turystow przystalo to duze miasto z nieznosnym zanieczyszczeniem, parkiem, zabytkowymi swiatyniami, restauracjami i korkami.. Uwielbienie dla najpotezniejszego wladcy swiata ever mozna zauwazyc pijac piwo i wodke chinghis, jedzac w barach chingis, mieszkajac w hotelach chinghis, chodzac do teatru chinghis i ogladajac pomniki i popiersia wielkiego Chinghis Khana we wszystkich wazniejszych miejscach miasta.. Stolica stolicą, to jednak nie klimat dla nas.. Po zwiedzeniu miasta wypakowalismy niepotrzebne rzeczy z plecakow i calą szescio osobową paczką ruszylismy na zachod.. Klopot w tym ze po wyjechaniu ze stolicy konczy sie asfalt i tysiace kilometrow drog to… polne drozki ktore w razie deszczu, ktory pada co 4 dni ZAWSZE, przemieniaja sie blotniste koleiny wiec przejechanie 200km zajmuje okolo 8 godzin.. Pierwszy postoj to Tsagaan Nuur, przepiekne jezioro, ktore otoczone gorami, zielonymi lasami i pustymi stepami, zachwycilo nas i zatrzymalo pare dni.. Nocowalismy w mongolskich jutrach-bialych okraglych namiotach ze stalowym piecem w na srodku i twardymi lozkami ulozonymi pod scianami, jedlismy lokalne jedzenie (kluski z zylastym miesem) i pilismy jogurt z jaka (jedyna dobra rzecz..).
Spotkalismy tam grupke mongolow….na poczatku spiewali piosenki, pili wodke i probowali sie z nami bratac….skonczylo sie na tym, ze rozbijali sobie butelki na glowach, kopali po twarzach i rzucali pienkami (dobrze, ze ktos schowal siekiery….) Wlascicielka
naszej jurty nawet nie mogla wezwac pomocy, bo najblizsza polcja jest w
ulaanbaatorze oddalonym o 2 dni drogi….pokrwawieni poszli w kocu spac.. Pijany mongol-niebezpieczny mongol-tak powiedzial polski konsul, mial racje..:) Trzezwa czesc mongolskiego narodu jest przesympatyczna i obawiac sie jej nie mozna!

Po paru dniach cziloutu wynajelismy konie i postanowilsmy przedostac sie do najblizszego miasta, z ktorego mozna bylo zdobyc jakikolwiek transport dalej. Do przemierzenia mielismy prawie 80km- gory, rzeki, jeziora i bagna.. Noclegi w namiotach podczas gruntownych przymrozkow troche przestraszyly dziewczyny, ale po namowach doswiadczonych w podrozowaniu w extremalnych warunkach kolegow zdecydowaly sie wybrac z nami.. Nasza szostka, 10 koni, dwoch przewodnikow, 2 psy.. Cudowna przygoda podczas ktorej obtarlismy sobie wszystkie czesci dolnych konczyn, poznalismy pare mongolskich piosenek, ale przede wszystkim.. nauczylismy sie jezdzic konno :) pierwszego dnia jechalismy chyba przez najdluzsza doline na swiecie, aby wieczorem rozbic namiot, rozpalic ogisko i lezec na brzuchu leczac obolale tylki ;) Drugiego dnia musielismy przedostac sie przez bagna, w ktorych konie non stop sie topily i przez kilka mniejszych rzek gdzie przemoczylismy sobie wszyscy ubrania. Trzeciego dnia udalo nam sie w koncu dotrzec do malej wsi, skad czekalo nas jedyne 35 godzin jazdy ruskim „minivanem” w warunkach ublizajacym nawet bydlu… na 11 siedzeniach gnietlismy sie w 17 osob, deszcz lal cala noc a my grzezlismy raz w blocie, raz w.. rzece.. przygoda ;)

Jestesmy z powrotem w stolicy, weekend planujemy spedzic na kibicowaniu Marysi w walce z Agnieszka i poznawaniu mongolskiej mlodziezy w jednym z tutejszych nocnych klubow..:)
Pijemy wasze zdrowie sfermentowanym mlekiem mongolskich klaczy i zagryzamy polskim ogorkiem konserowoym, ktory w sloiku z bialoczerwona flaga stoi na polkach prawie kazdego tutejszego sklepu! :)
W poniedzialek jedziemy do Chin…

Bajkal ktory zawiera 20% swiatowych zasobow slodkiej wody na swiecie, nie byl w stanie zaoferowac choc jednej ryby, ktora moglibysmy zlowic….w zamian jednak za to, wyspa Olkhon rozpiescila nas zapierajacymi dech w piersiach widokami, wspaniala pogoda, urokliwymi zachodami slonca i krystalicznie, przejrzystym niebem na ktorym dostrzec mozna bylo wszystkie, mozliwe konstelacje. Dzien urozmaicaly nam rowniez zaciete gry w ping-ponga, w tym z bylym rosyjkim mistrzem swiata, ktory mimo wygladania jak ostatni wiesniak w podartych spodniach gral jak maszyna…..

bajkal.jpg

Tak wiec po odpoczynku nad jeziorem udalismy sie w 2-dniowa podroz do „land of the blue sky”…czyli Mongolii. Ludzie sa przemili, a konie, ktorych przypada az 13 na jednego mieszkanca szybkie jak blyskawice!!! Jutro wyjezdzamy ze stolicy Ulaan Baator i jedziemy w nieznane, zwiedzac stepy, jeziora i gory….

pozdrawiamy

Tak nazywaja kolej transsyberyjska angielscy podroznicy.. Czemu?? Nie mamy pojecia! Pociag wypelniony jest rosyjskimi babuszkami z dziecmi, ktore nie robia nic oprocz patrzenia sie w okno i jedzenia.. Jedynymi podroznikami utrzymujacymi tradycje starorosyjskie bylismy my :)
Pare litrow srebrnego trunku nabytego w Minsku za pare marnych rubli (pol litra za 6zl) starczylo nam na 6 dni monotonnego przemierzania tysiecy kilometrow (dokladnie 5860) by w poniedzialek wieczorem dotrzec do irkucka.. Urodzinowa noc w wylozonej marmurami poczekalni dworca kolejowego i wczoraj pierwszy raz ujrzelismy Bajkal! pierwsza kapiel, wedki, namioty, pierwsi backpakersi, krajobraz marsowy, woda diabelsko zimna.. Pare dni czilloutu i ruszamy dalej!

Lviv

2 komentarzy

Pierwszy postoj to jeszcze Europa i to na dodatek najbardziej polskie z niepolskich miast! Po pierwszej nocnej meczacej podrozy dotarlismy do Lwowa.. Piekne kamienice, mnostwo kosciolow, zielone wzgorza, trolejbusy i kocie lby.. Cos jak Krakow 20 lat temu.
Cala nasza osmio osobowa grupa pmniej lub bardziej doswiadczonych podroznikow :) zgodnie przyznala ze milo by bylo miec Lwow po naszej stronie granicy.
Wiecej historyjek wkrotce, tymczasem pakujemy plecaki i dzis ruszamy w 5-o dniowa podroz nad Bajkal…

Kraków-Lwów-Mińsk-Irkuck-Ulan Bator-Pekin-Shanghaj-Lhasa-Katmandu-Pokhara-Kalkuta…
Ruszylismy na kolejną przygodę, relacje w miare na bieząco, zapraszamy, pozdrawiamy i pijemy wasze zdrowie gdzieś w dalekiej Azji…:)

asia-plan.jpg


  • RSS