roundtheworld blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2007

Po pieciu, a nie jak wstepnie zakladalismy dwoch, nocach opuscilismy gwarne i wybitnie turystyczne miejsce jakim byla Kuta na Bali.. Dwoma statkami i kilkoma busikami dotarlismy na wyspe Lombok na ktorej podjelismy decyzje o.. odpoczynku od nas samych..:) Zmierzalismy ku 3 wysepkom o dzwiecznej nazwie GILI, co w indonezyjskim oznacza wlasnie wyspe, tak wiec podzial byl latwy.. Pyza wybrala najbardziej imprezowa ich przedstawicielke-Gili Trawangan, slynaca z centrow nurkowania, glosnej muzyki i magiczno grzybkowych szejkow.. Nam przypadly mniejsze i prawie w ogole nieturystyczne Gili-Meno (skot) i Air (molu).. Bajeczne plaze, turkusowo-lazurowa woda, prymitywne budyneczki z bambusow i meczety muzulmanskie po srodku palmowych lasow.. Turystow mozna policzyc na palcach jednej reki, goscinnosc mieszacow (500 na Meno, 800 na Air) bedziemy wychwalac z przyjemnoscia w calej Azji! Pyszne jedzenie, czilout totalny, ksiazka, wiaterek, zachody slonca i wschody ksiezyca w pelni.. Zeby jednak nie popasc zbytnio w samotnosci uwielbienie spotkalismy sie po dwoch dniach na wyspie Mola, skad wszystkich serdecznie pozdrawiamy, a jutro ruszamy szukac Madzi i probowac specjalow jej wysepki..:)
gili.jpg

Tak tak wyspa zachodow slonca, bialych plaz, zamachow bombowych sprzed 5 lat, miodowych miesiecy dody i radka dosc niespodziewanie lecz szczesliwie znalazla sie na naszej trasie.. Za smieszne pieniadze przylecielismy z Jakarty, stolicy jednego z najbardziej zatloczonych panstw, ktore sklada sie z 17 tysiecy wysepek.. Skutery, serfing, plazowka, palmy, swiatynie z malpami, masa turystow i niekonczace sie, wielkie imprezy ze swiatowej slawy didzejami.. Wreszcie zaopatrzylismy sie w kwieciste koszule i slomkowe kapelusze, olejek do opalania o zapachu kokosow, wygodne klapeczki :) Ale to przeciez nie czill ktorego poszukujemy cale zycie.. Jutro wiec (choc mowimy tak od 3 dni..) wyruszamy dalej na wschod na bardziej dziewicze i jeszcze piekniejsze wysepki.. Powodzenia w sesji i starciach z nadchodzacym zimnem!

Ilez mozna siedziec w wielkich smierdzacych metropoliach?? ilez nocy mozna spedzic na siedzaco w pociagach i autobusach sluchajac charczacych Chinczykow?? ilez kilometrow codziennie mozna przemierzac?? Zawsze przeciez zmierzalismy ku bialym plazom i kladacym sie na nie palmom.. Czemuz mialoby byc inaczej tym razem?? Wlasnie przylecielismy do Jakarty i przez najblizsze 2 tygodnie zamierzamy odbic sobie caly rok ciezkiej pracy na uczelni i wyczilautowac sie na paru indonezyjskich wysepkach..:) Szczegoly wkrotce..
Pozdrawiamy!

Przez 3 dni i 3 noce leniwie plynelismy po trzeciej najwiekszej rzece swiata ogladajac male, przewaznie ponad 3-milionowe „wioski” na jej brzegach, swiatynie i przepiekne kaniony.. Rejs zakonczylismy zwiedzajac niby najwieksza tame swiata, ktora jest duma Chinczykow.. Nie specjalnie nas jendak zachwycila..
Po nocy spedzonej w malej miescinie, okolo 8-milionowym Wuhan, nadeszla chwila od dawna spodziewana ale bardzo niechciana.. Po 6 tygodniach wspolnych przygod pozegnalismy Asie, Hulka i Kamila..:( i z nadzieja ze jeszcze gdzies na kontynencie azjatyckim nasze backpakerskie drogi skrzyzuja sie ruszylismy z Madzia na poludnie..
Plany troche zmienilismy i zamiast znalezc sie w Szanghaju jestesmy w Hong Kongu, ale gdzie zmierzamy to napiszemy za dni pare ;)

Chiny od samego poczatku zachwycaja nas nie tylko stopniem zaawansowania technologiczno-cywilizacyjnego w stosunku do Mongolii, ale i do wiekszosci innych znanych nam z podrozy krajow, Polski rowniez! Wygodna kolej, czyste ulice, nowoczesne centra handlowe, chec pomocy wszystkich (przewaznie nierozumiejacych tak angielskiego jak i tego ze my chinskich znaczkow niebardzo kumamy) czajnikow, olbrzymie „amerykanskie” estakady a’la rondo polsadu tyle ze 10 razy bardziej skomplikowane, ruchome schody pod wszystkim wiekszymi skrzyzowaniami, a te pomyslane z glowa, bezkolizyjne i gladziutkie ze na rolkach spokojnie mozna zasuwac.. Stolica panstwa srodka z kilkunastoma swiatyniami i kompleksami swiatyn takimi jak Lama Temple, Summer Palace i Forbidden City, w ktorych zapalilismy kadzidelka ku czci Buddy; najwiekszym placem swiata-Tienanmen, setkami sklepow z pamiatkami i podrabianymi ciuchami.. Jeden dzien wystarczyl bysmy na rowerkach, po specjalnie wyznaczynych dla nich trasach, zrobili ponad 40km zatrzymujac sie co chwila na zdjecia i przepyszne jedzenie.. Naszym najwiekszym przysmakiem wybralismy tiedz-baklazan w sosie sojowym :) Oczywiscie dla wielbicieli miesa na stolach przydroznych knajpek zawsze znajdywaly sie ryby, boczki, sery, karpie, osmiorniczki, weze, zaby, kurczaki cale jak i ich glowy z mozdzkiem i oczami, pietruszki, cebulki, glony, nawet zolwie, jaja przepiorcze, slodkie ziemniaki, makarony a do tego wszystkiego oczywiscie ryz i paleczki w dlonie!!!Przysmakiem a zarazem najbardeziej tradycyjnie przyzadzonym daniem Chinczykow okazal sie HOT POT-szamka robiona przez klienta.. na srodku stolika wyzlobiona dziura z garnkiem z gotujaca sie woda do ktorego wrzucalo sie rozne roznosci a nastepnie zanurzywszy w sosiku orzechowym paleczkami umieszczalo czesciowo w buzi czesciowo na stole-ciezko panowac nad calym makaronem lub rozgotowanymi rybami dwoma drewienkami..:)
Najwieksza przygoda po rowerkach byla wyprawa na Wielki Mur.. Budowana przez wieki fortyfikacja, ktorej nie widac z kosmosu, o czym oznajmil pierwszy chinski kosmonauta pare lat temu, jest rzeczywiscie cudem! 2450, a z bocznymi odgalezieniami ponad 6000km dlugosci, jest największą budowlą wzniesioną kiedykolwiek przez człowieka. Zaczyna się nad morzem Pohaj na północny wschód od Pekinu i przebywa Chiny północne aż do pustyni Gobi. Służył on jako wał obronny przed obcymi plemionami koczowników, które chciały wtargnąć do Chin. Nasze wtargniecie na jego kamienne sciany odbylo sie po zmroku, po przejsciu 3 km usnelismy na jednej z baszt… Obudzilismy sie o wschodzie slonca by pokonac kolejne 7 km w palacym sloncu! Wielkosci oraz trudnosci umiejscowienia muru jak i piekna otaczajacych go krajobrazow nie sposob opisac, zapraszamy do obejrzenia fotek (wkrotce!)
Pekin opuscilismy po paru dniach by dotrzec do malego, liczacego prawie 4mln mieszkancow Xi’an, gdzie spotkalismy sie ze znajoma Marcina Molickiego ze studiow i zaplanowalismy kolejna przygode.. Ruszamy na nia.. statkiem! Tym razem jednak nie bedzie kolysalo, nie bedzie skal na naszej drodze i nie bedzie morskiego krajobrazu na horyzoncie :) Ruszamy w rejs po trzeciej najwiekszej rzece swiata-Jangcy.. Za 3 dni i 3 noce dotrzemy do najwiekszej na swiecie tamy i wtedy… Sie zobaczy :)
Pozdrawiamy
mur2.jpg

…a jutro bedzie o 6 wiecej bo kupujemy jednoslady i rozpoczynamy eksplorowanie tego magicznego miasta!
Dotarlismy dzis rano autobusem sleeperem-zamiast foteli- lozka! Mozna pomyslec WYPASIK, ale.. materace dlugosci metra to dla nas zdecydowanie za malo..;) Ciezka noc ale nagroda z rana i to jaka! szamka pyszna i wreszcie, w odroznieniu do Rosji i Mongolii, smakujaca! Nikt nic nie rozumie, usmiech na wszystkich jednak twarzach… Oprocz tego asfalt, kosze na smieci, zimna kolka, ceny smieszne, atmosfere przedolimpijska czuc! Zostajemy az nauczymy sie chinskiego! ;)
pzdr


  • RSS