roundtheworld blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2007

Po miesiecznym wylegiwaniu sie na dziewiczych, indonezyjskich plazach i zachwycaniu sie turkusowym kolorem wody przyszedl czas na odpoczynek tym razam w gorach..i to najwyzszych na swiecie!!! Azeby sie tu dostac musielismy przemierzyc ponad 5000 kilometrow, ale po kolei.

Z Jakarty dostalismy sie do Hongkongu, gdzie spedzilismy 3 dni. To azjatyckie centrum finansowe niczym nas nie zachwycilo. Mnostwo wiezowcow i ludzi biegajacych w garniturach, bioracych udzial w wyscigu szczurow…My wolimy troszke bardziej wyluzowane klimaty, wiec wieczorami zamiast siedziec w eksluzywnych resteuracjach w centrum Hongkongu wedrowalismy na ulice China Town, gdzie moglismy rozkoszowac sie smakiem swiezych malz, ostryg i krabow…
Po 3 dniach wyruszylismy do Chin, gdzie odwiedzilismy miasta Shenzen i Guangzhou. Pierwsze kojarzyc nam sie bedzie tylko i wylacznie z paniami na ulichac wolajacych ‚Miss beautiful’ i starajach sie zaciagnac nas do jednego z licznych domow publicznych, gdzie srednia wieku nie przekracza chyba 16 lat…Guangzhou to z kolei miasto przemyslowe, ktore slynie ze wspanialej kuchni i jest okreslane jako ‚szwalnia swiata’. W Kantonie wlasnie skorzystalismy z uprzejmosci polskich dyplomatow i zaglosowalismy na lepsza przyszlosc..:) Troche zmeczeni duzymi miastami, zanieczyszczeniem i wiecznym halasem kupilismy bilety na 3-dniowy pociag do Lhasy. W najwyzszym punkcie jechalismy na wysokosci ponad 5000 metrow npm… gdzie oddychac pomagal nam wpompowywany tlen. I tak po 60 godzinach ogladania przepieknych widokow, bialych niedzwiedzi, jakow i mustangow znalezlismy sie w koncu na Dachu Swiata, czyli w Lhasie ;)
Wyglad stolicy Tybetu okazal sie calkowiecie inny od tego czego sie spodziewalismy. Zamiast malej wioski bez drog i Tybetanczykow pijacyh herbate z jakowym tluszczem na ulicy zobaczylismy przepiekne ulice, sklepy Armani i Adidasa, chinskie flagi i oczywiscie niesamowity przepiekny, wznoszacy sie ponad chmury 13-o pietrowy Palac Potala. Tu Dalajlama zwykl spedzac swoje wakacje dopoki Czajniki nie postaniwly go wypedzic. Tu rowniez zmierzaja buddyjscy mnichowie z calego swiata zeby chylic czolo przed domem ‚cudownego dziecka’ co my rowniez niebawem uczynimi ;) Zaraz obok mozna znalezc stare uliczki zwalacymi sie domami, przed ktorymi Tybetanczycy rozlozyli swoje stoiska z naszyjnikami, branzoletkami i roznymi kolorowymi badziewiami….Po ulicah korocza panie poubiarane w tradycyjne stroje i panowie bedacy na malym rauszu…

Jutro wyruszamy w strone Nepalu, co bedzie sie wiazalo z przemierzeniem Tybetu. Wszyscy turysci wykupuja pozwolenia i wynajmuja jeepy, my natomiast zamierzamy przedostac sie…stopem. W najgorszym wypadku mozemy zostac cofnieci do Lhasy albo spedzic 5 dni w tybetanskim wiezieniu…ale kto nie ryzykuje ten nie zyje!!!!

serdecznie pozdrowiamy ze wspanialego Tybetu ;)

Pozdrawiamy z chin!
wybory.jpg

Z 12 dni jakie planowalismy spedzic w kraju, ktorego wlasciwie na naszej azjatyckiej trasie na poczatku nie bylo, zrobilo sie dni 28 a wiec prawie caly miesiac.. Za zmiane daty na bilecie nie musielismy placic nic wiec..czemu nie?? Tak wiec po Bali zwiedzilismy 3 Gili, a nastepnie Lombok. Chili, bo tak w doslownym tlumaczeniu brzmi nazwa wyspy, to piekny, nieodkryty zielony busz, porosniety drzewami kokosowymi, roslinami tytoniu, kukurydza i wanilia.. To takze piekne plaze, zupelnie nieznane turystom, z paroma jedynie rybakami w blekitnej wodzie i rozbijajacymi sie o skaly falami, ktorych przestraszyliby sie nawet najlepsi serferzy :) Ale nie my! serfowalismy wiec na calego, nadwyrezajac miesnie i opalajac sie na murzynow ;) Wypozyczywszy motory zwiedzilismy cale poludnie wysepki by, nieczujac niedosytu wrocic na nasza ulubiona Bali.. W Kucie czekal juz na nas nasz hostelik z tropikalnym ogrodem, widokiem na ceglane dachy i splesniala nieco lazienka.. Przemili jednak mieszkancy, ktorzy w odroznieniu od swoich rodakow na Lomboku czy Jawie wyznawali Hindusizm,przywitali ze szczerbatym usmiechem.. Ich zwyczaje, tak inne od przerazliwie glosnych muzulmanskich modlow o 5 nad ranem czy calodziennym poszczeniu, to znacznie przyjemniejsze umilanie okolicy zapachem kadzidelek i puszczanie na fale lodeczek z lisci bananowca z kwiatkami, pieniazkami i.. papieroskami..
Jakoze plaze Kuty znalismy juz dobrze, a brak na niej siatkowki irytowal nas juz od 3 tygodni, tu rowniez postanowilismy wynajac jednoslady i zwiedzic wnetrze wyspy. Sliczne swiatynie, jedne ukryte w dzungli, inne polozone na srodku jeziora, jeszcze inne przyczepione do skal nad wsciekle falujacym ocenem indyjskim.. Odwiedzilismy tez Ubud, kulturowa stolice Bali, w ktorej znajduje sie mnostwo sklepikow z drewnianymi rzezbami, materialowymi cudami tutejszych szwaczek i glinianymi pamiatkami.. Najlepszy jednak ukulturalniacz to SANKTUARIUM MALP-olbrzymi teren „dzungli w srodku miasta” w ktorym mieszka ok 8 tysiecy naszych przezabawnych przodkow..;) Niektore skakaly po drzewach, inne bawily sie w jeziorze niczym dzieci w basenie, ale wszystkie umiejetnie dostrzegaly banany wystajace nam z kieszeni i momentalnie je konfiskowaly :)
Po kolejnych 4 dniach przyszedl czas na zwiedzenie stolecznej wyspy czyli Jawy! Jej wschodni koniuszek to urocze wioski z bambusowymi chatami, przemilymi i goscinnymi mieszkancami, wulkany, niektore wciaz aktywne a takze pnace sie wysoko w gore, ponad 3 tys metrow, majestatyczne pola ryzowe.. Odwiedzilismy wciaz ziejacy siarka wulkan Bromo, na ktorego tle widac co jakis czas wybuchajacy czarna chmura popiolu i lawa wulkan Semeru (3676m) oraz Buddyjska swiatynie Borobudur, ktora przez lokalnych uwazana jest za cud swiata. Porownujac ja jednak do Kambodzanskiego Angkoru wymieka!
Mol pojechal na jednym skuterze razem z plecakiem i 3 osobami zeby odwiedzic rodzine nowopoznanych znajomych, ktorzy goscili go ramadanskimi slodyczami (miedzy innymi sfermentowanym ryzem) i kilkunastoosobowym zgromadzeniem wielopokoleniowych rodow.
Tym sposobem dotarlismy do Jakarty. Jutro wracamy do Hong Kongu i ruszamy dalej. Za brak zdjec przepraszamy. Indonezyjski internet jest tak wolny ze nie udalo nam sie przez miesiac zamiescic paru fotek ani z Chin ani z pieknego archipelagu, ale juz wkrotce poprawimy sie ;)
Pozdrawiamy

wulkan.jpg


  • RSS