roundtheworld blog

Twój nowy blog

Ja to jestem szczęściarzem!!! Nie dość że znalazłem pracę to jeszcze w
firmie która zajmuje się tym, co my podróżnicy kochamy
najbardziej-podróżowaniem :) a dokładniej organizacją wypraw
egzotycznych! MK Tramping zajmuje się tym od ponad 10 lat, przybyłem
więc by im pomóc!
Tak więc już od paru miesięcy podróżuję wirtualnie z biura w Krakowie a
w lutym miałem przyjemnosć po raz kolejny odwiedzić Nową Zelandię, tym
razem jako pilot 5 osobowej załogi z Warszawy, Piły i Krakowa.

Wyprawa
„Na Tropie Władcy Pierścieni” trwała 3 tygodnie. Ja- kierowca, tlumacz
i znawca regionu i moja załoga- weseli i żądni przygód trzedziestokilku
latkowie przemierzyliśmy 5200km zaczynając w Auckland na wyspie
północnej i kończąc w Christchurch na południowej. Koniec lata na końcu
świata obfitował w słoneczne i ciepłe momenty, w połowie wyprawy
zdarzyło się jednak że lało 3 dni.. Przez deszcz właśnie musieliśmy
zrezygnować z trekingu na wulkan Tongariro-słynny mordor i górę
przeznaczenia, inne natomiast atrakcje udało zrealizować się w 100%!
Wizyta na Cape Reinga-najdalej wysuniętym na północ punkcie kraju,
skoki ze spadochronem w Taupo, bungy z mostu w Auckland, rejs
stateczkiem na północy w Bay of Islands do skalnej dziury i kolonii
delfinów, black water rafting czyli pontonowanie w jaskiniach Waitamo,
oglądanie wielorybów w Kaikourze, treking do podnórza najwyższej
góry-Mt Cook i pod lodowce Foxa i Franciszka Józefa, rejs w fiordzie
Milford, a przede wszystkim wizyta w Hobbitonie, Edorasie, Isengardzie,
Helmowym Jarze i nad rzeką Anduin. Wszystko udało się, dowodem niech będą zdjęcia (po prawej)!

Nowozelandczycy przemili jak zwykle, owce nieprzerwanie beczące,
krajobraz zmieniający się co kilometr i nowa extremalna przygoda
również co kilometr czekająca na setki backpakersów-to wszystko sprawia
że do Nowej Zelandii zawsze wracam chętnie.. A każda wizyta na Antypodach jest inna i w inny sposób ekscytująca!

Jak zwykle dobrze jest być w domu, ale już niebawem kolejne odległe
przygody więc śledźcie bloga i nie zastanawiajcie się: nadszedł już
czas by zrobić sobie przerwę w sesji, wziąć wolne i spędzić urlop
odkrywając trochę nieznanego…:)

skot

Dzięki Wam odnieślismy zwycięstwo za które chcieliśmy serdecznie podziękować!! Z największą liczbą Waszych głosów, zmiażdżyliśmy pozostałe ekipy przechodząc do kolejnego etapu na pierwszym miejscu!! W ostatnim połączylismy siły razem z naszymi towarzyszami podróży- Ekipą TheWorldisMine, dzięki czemu udało nam się zdobyć ponad 1000 głosów ;)

Cieszymy się, że aż tyle osób czyta, ogląda zdjęcia, komentuje, a przede wszystkim zaczyna realizować swoje cele podróży. Zyczymy szczęścia w realizowaniu marzeń!!!! ;)

Zdjęcia i relacje z wycieczki Skota ‚Na tropie Drużyny Pierścienia’ już wkrótce ;).

Jeszcze raz dziękujemy za Wasze głosy i zapraszamy do odwiedzania naszego bloga.

molu & skot

UDALO SIE!!!
Przeszlismy do trzeciego etapu, to Wasza wielka zasluga, jestesmy dozgonnie wdzieczni!!
Teraz jednak zaczyna sie decydujace starcie! Nie wiem czemu glosy z drugiego etapu sie juz nie licza, ale nie nam o tym decydowac..
Jesli chcecie pomoc musicie znow zaglosowac!! sms D00067 na nr 71222..
wszelkie pytania kierujcie do mola, ja pozdrawiam was goraco ze slonecznej nowej zelandii!
skot

Konkurs!!

9 komentarzy

Uwaga uwaga niebywałe!
Nasz blog bierze udzial w konkursie na podróżniczego bloga roku! Pieknie pieknie!
Kibicujcie! :)

Możecie oddać swoje głosy wysyłając smsa o treści D00067 na nr 71222

  • Koszt jednego SMSa, to 1,22 brutto
  • Dochód z głosowania zostanie przeznaczony na wsparcie Ośrodka Szkolno – Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących w Krakowie
  • Głosujący mają szansę na nagrody – czeka na Was 10 Ipod-ów NANO 4GB :)


http://www.blogroku.pl/roundtheworld,gv9i7,blog.html

Dzięki wielkie,
skot & molu 

niedoszła koszulka [hacked by balt] 

Ponieważ juz na samym poczatku zalozylismy ze podroz nie bedzie trwala dluzej niz 3 miesiące, w naszym ulubionym Nepalu spędziliśmy zaledwie 4 dni.. Dzień w Katmandu, zakupy, wizy do Indii i kolejnym ostatnim juz nocnym autobusem dostalismy sie do Pokhary. Znajome miejsca, nasz pierwszy raj z podróży dookoła świata.. Hotel View Point, koledzy z raftingu, kumple z boiska o 2 lata starsi, te same restauracje a w nich znajome menu, pyszne zatem nepalskie DalBhat, czilout na lodce w jeziorze Phewa, osniezona Annapurna.. Tym spokojnym akcentem zakonczylismy Azjatycki tour.. Po 3 dniach wsiedlismy w autobus, dostalismy sie do granicy z Indiami, stamtad do Gorakpuru, pociag nocny do Delhi, wieczor wsrod ulubionych brudasow, nocleg w smierdzocym hoteliku o dzwiecznej nazwie SCOT i nad ranem wsiedlismy w samolot.. W Londynie spotkalismy znajomych z Polski, Anglii i.. Indonezji.. Na pare browarkow w godzine wydalismy wiecej kasy niz w Azji przez pare dni ale.. dobrze byc w domu!

powrot.jpg

Udało się!! Przez 92 dni pozdróżania spalismy w 52 miejscach, a 23 noce czyli ponad 3 tygodnie spedzilismy w drodze.. Lądem pokonaliśmy 19864km! Głównie oczywiście przemierzyliśmy je pociągami, ale też i autobusami, rozlatującymi sie samochodami, pieszo, konno i mniejszymi lub większymi łódkami.. Gdyby w Dżakarcie nie robili nam problemów z wizą do Iranu pewnie liczby te wyglądałyby pokaźniej, ale niewykluczone też że właśnie teraz bylibyśmy pod ostrzałem pakistańskich rebeliantów…:)
Wiele zobaczylismy ale po raz kolejny przekonaliśmy się o słuszności pewnej mądrości: lepiej dłużej cziloutować sie w jednym miejscu, zamulić z książką i poznać ludzi niż co drugi dzień budzić się w nowych, nawet wyjątkowych okolicznościach..
Dlatego też następne wojaże planować będziemy mniej hardkorowo a nasza kolejna podróż będzie.. „wolniejsza” ;)
To już niebawem, tymczasem dzięki za komentarze, kibicowanie i gorące powitanie, zdjęcia updatowane, miłych zimowych wieczorów życzymy i PODRÓŻUJCIE!
skot & molu

trasa.jpg

Udalo sie!
Zadnych pozwolen, lapowek i prywatnych jeepow! Troche stopem, troche rozlatujacymi sie autobusami, troche z promaoistycznymi tybetanskimi policjantami.. W kazdym razie w cudownej scenerii, wsrod najwyzszych szczytow swiata, piekny bialo-brazowy krajobraz przez 3 dni dodawal nam sil, slonce, ktore bylo nadzwyczaj blisko prazylo a my przedzieralismy sie przez kolejne punkty kontroli nieunikajac przeszukiwan, kontroli paszportowych a takze.. pytan o stopien oddania Dalajlamie w naszym kraju.. szczegoly wkrotce…
Tymczasem dotarlismy do Nepalu, naszego drugiego domu, slonce, Himalaje, jedzenie, jezioro, Katmandu i Pokhara.. 2 lata nas tu nie bylo, duzo sie zmienilo, ale jak zawsze jest znakomicie!
Jutro granica z Indiami, kolejna nocna kolej, Delhi i…

Po miesiecznym wylegiwaniu sie na dziewiczych, indonezyjskich plazach i zachwycaniu sie turkusowym kolorem wody przyszedl czas na odpoczynek tym razam w gorach..i to najwyzszych na swiecie!!! Azeby sie tu dostac musielismy przemierzyc ponad 5000 kilometrow, ale po kolei.

Z Jakarty dostalismy sie do Hongkongu, gdzie spedzilismy 3 dni. To azjatyckie centrum finansowe niczym nas nie zachwycilo. Mnostwo wiezowcow i ludzi biegajacych w garniturach, bioracych udzial w wyscigu szczurow…My wolimy troszke bardziej wyluzowane klimaty, wiec wieczorami zamiast siedziec w eksluzywnych resteuracjach w centrum Hongkongu wedrowalismy na ulice China Town, gdzie moglismy rozkoszowac sie smakiem swiezych malz, ostryg i krabow…
Po 3 dniach wyruszylismy do Chin, gdzie odwiedzilismy miasta Shenzen i Guangzhou. Pierwsze kojarzyc nam sie bedzie tylko i wylacznie z paniami na ulichac wolajacych ‚Miss beautiful’ i starajach sie zaciagnac nas do jednego z licznych domow publicznych, gdzie srednia wieku nie przekracza chyba 16 lat…Guangzhou to z kolei miasto przemyslowe, ktore slynie ze wspanialej kuchni i jest okreslane jako ‚szwalnia swiata’. W Kantonie wlasnie skorzystalismy z uprzejmosci polskich dyplomatow i zaglosowalismy na lepsza przyszlosc..:) Troche zmeczeni duzymi miastami, zanieczyszczeniem i wiecznym halasem kupilismy bilety na 3-dniowy pociag do Lhasy. W najwyzszym punkcie jechalismy na wysokosci ponad 5000 metrow npm… gdzie oddychac pomagal nam wpompowywany tlen. I tak po 60 godzinach ogladania przepieknych widokow, bialych niedzwiedzi, jakow i mustangow znalezlismy sie w koncu na Dachu Swiata, czyli w Lhasie ;)
Wyglad stolicy Tybetu okazal sie calkowiecie inny od tego czego sie spodziewalismy. Zamiast malej wioski bez drog i Tybetanczykow pijacyh herbate z jakowym tluszczem na ulicy zobaczylismy przepiekne ulice, sklepy Armani i Adidasa, chinskie flagi i oczywiscie niesamowity przepiekny, wznoszacy sie ponad chmury 13-o pietrowy Palac Potala. Tu Dalajlama zwykl spedzac swoje wakacje dopoki Czajniki nie postaniwly go wypedzic. Tu rowniez zmierzaja buddyjscy mnichowie z calego swiata zeby chylic czolo przed domem ‚cudownego dziecka’ co my rowniez niebawem uczynimi ;) Zaraz obok mozna znalezc stare uliczki zwalacymi sie domami, przed ktorymi Tybetanczycy rozlozyli swoje stoiska z naszyjnikami, branzoletkami i roznymi kolorowymi badziewiami….Po ulicah korocza panie poubiarane w tradycyjne stroje i panowie bedacy na malym rauszu…

Jutro wyruszamy w strone Nepalu, co bedzie sie wiazalo z przemierzeniem Tybetu. Wszyscy turysci wykupuja pozwolenia i wynajmuja jeepy, my natomiast zamierzamy przedostac sie…stopem. W najgorszym wypadku mozemy zostac cofnieci do Lhasy albo spedzic 5 dni w tybetanskim wiezieniu…ale kto nie ryzykuje ten nie zyje!!!!

serdecznie pozdrowiamy ze wspanialego Tybetu ;)

Pozdrawiamy z chin!
wybory.jpg

Z 12 dni jakie planowalismy spedzic w kraju, ktorego wlasciwie na naszej azjatyckiej trasie na poczatku nie bylo, zrobilo sie dni 28 a wiec prawie caly miesiac.. Za zmiane daty na bilecie nie musielismy placic nic wiec..czemu nie?? Tak wiec po Bali zwiedzilismy 3 Gili, a nastepnie Lombok. Chili, bo tak w doslownym tlumaczeniu brzmi nazwa wyspy, to piekny, nieodkryty zielony busz, porosniety drzewami kokosowymi, roslinami tytoniu, kukurydza i wanilia.. To takze piekne plaze, zupelnie nieznane turystom, z paroma jedynie rybakami w blekitnej wodzie i rozbijajacymi sie o skaly falami, ktorych przestraszyliby sie nawet najlepsi serferzy :) Ale nie my! serfowalismy wiec na calego, nadwyrezajac miesnie i opalajac sie na murzynow ;) Wypozyczywszy motory zwiedzilismy cale poludnie wysepki by, nieczujac niedosytu wrocic na nasza ulubiona Bali.. W Kucie czekal juz na nas nasz hostelik z tropikalnym ogrodem, widokiem na ceglane dachy i splesniala nieco lazienka.. Przemili jednak mieszkancy, ktorzy w odroznieniu od swoich rodakow na Lomboku czy Jawie wyznawali Hindusizm,przywitali ze szczerbatym usmiechem.. Ich zwyczaje, tak inne od przerazliwie glosnych muzulmanskich modlow o 5 nad ranem czy calodziennym poszczeniu, to znacznie przyjemniejsze umilanie okolicy zapachem kadzidelek i puszczanie na fale lodeczek z lisci bananowca z kwiatkami, pieniazkami i.. papieroskami..
Jakoze plaze Kuty znalismy juz dobrze, a brak na niej siatkowki irytowal nas juz od 3 tygodni, tu rowniez postanowilismy wynajac jednoslady i zwiedzic wnetrze wyspy. Sliczne swiatynie, jedne ukryte w dzungli, inne polozone na srodku jeziora, jeszcze inne przyczepione do skal nad wsciekle falujacym ocenem indyjskim.. Odwiedzilismy tez Ubud, kulturowa stolice Bali, w ktorej znajduje sie mnostwo sklepikow z drewnianymi rzezbami, materialowymi cudami tutejszych szwaczek i glinianymi pamiatkami.. Najlepszy jednak ukulturalniacz to SANKTUARIUM MALP-olbrzymi teren „dzungli w srodku miasta” w ktorym mieszka ok 8 tysiecy naszych przezabawnych przodkow..;) Niektore skakaly po drzewach, inne bawily sie w jeziorze niczym dzieci w basenie, ale wszystkie umiejetnie dostrzegaly banany wystajace nam z kieszeni i momentalnie je konfiskowaly :)
Po kolejnych 4 dniach przyszedl czas na zwiedzenie stolecznej wyspy czyli Jawy! Jej wschodni koniuszek to urocze wioski z bambusowymi chatami, przemilymi i goscinnymi mieszkancami, wulkany, niektore wciaz aktywne a takze pnace sie wysoko w gore, ponad 3 tys metrow, majestatyczne pola ryzowe.. Odwiedzilismy wciaz ziejacy siarka wulkan Bromo, na ktorego tle widac co jakis czas wybuchajacy czarna chmura popiolu i lawa wulkan Semeru (3676m) oraz Buddyjska swiatynie Borobudur, ktora przez lokalnych uwazana jest za cud swiata. Porownujac ja jednak do Kambodzanskiego Angkoru wymieka!
Mol pojechal na jednym skuterze razem z plecakiem i 3 osobami zeby odwiedzic rodzine nowopoznanych znajomych, ktorzy goscili go ramadanskimi slodyczami (miedzy innymi sfermentowanym ryzem) i kilkunastoosobowym zgromadzeniem wielopokoleniowych rodow.
Tym sposobem dotarlismy do Jakarty. Jutro wracamy do Hong Kongu i ruszamy dalej. Za brak zdjec przepraszamy. Indonezyjski internet jest tak wolny ze nie udalo nam sie przez miesiac zamiescic paru fotek ani z Chin ani z pieknego archipelagu, ale juz wkrotce poprawimy sie ;)
Pozdrawiamy

wulkan.jpg

Po pieciu, a nie jak wstepnie zakladalismy dwoch, nocach opuscilismy gwarne i wybitnie turystyczne miejsce jakim byla Kuta na Bali.. Dwoma statkami i kilkoma busikami dotarlismy na wyspe Lombok na ktorej podjelismy decyzje o.. odpoczynku od nas samych..:) Zmierzalismy ku 3 wysepkom o dzwiecznej nazwie GILI, co w indonezyjskim oznacza wlasnie wyspe, tak wiec podzial byl latwy.. Pyza wybrala najbardziej imprezowa ich przedstawicielke-Gili Trawangan, slynaca z centrow nurkowania, glosnej muzyki i magiczno grzybkowych szejkow.. Nam przypadly mniejsze i prawie w ogole nieturystyczne Gili-Meno (skot) i Air (molu).. Bajeczne plaze, turkusowo-lazurowa woda, prymitywne budyneczki z bambusow i meczety muzulmanskie po srodku palmowych lasow.. Turystow mozna policzyc na palcach jednej reki, goscinnosc mieszacow (500 na Meno, 800 na Air) bedziemy wychwalac z przyjemnoscia w calej Azji! Pyszne jedzenie, czilout totalny, ksiazka, wiaterek, zachody slonca i wschody ksiezyca w pelni.. Zeby jednak nie popasc zbytnio w samotnosci uwielbienie spotkalismy sie po dwoch dniach na wyspie Mola, skad wszystkich serdecznie pozdrawiamy, a jutro ruszamy szukac Madzi i probowac specjalow jej wysepki..:)
gili.jpg


  • RSS