roundtheworld blog

Twój nowy blog

Tak tak wyspa zachodow slonca, bialych plaz, zamachow bombowych sprzed 5 lat, miodowych miesiecy dody i radka dosc niespodziewanie lecz szczesliwie znalazla sie na naszej trasie.. Za smieszne pieniadze przylecielismy z Jakarty, stolicy jednego z najbardziej zatloczonych panstw, ktore sklada sie z 17 tysiecy wysepek.. Skutery, serfing, plazowka, palmy, swiatynie z malpami, masa turystow i niekonczace sie, wielkie imprezy ze swiatowej slawy didzejami.. Wreszcie zaopatrzylismy sie w kwieciste koszule i slomkowe kapelusze, olejek do opalania o zapachu kokosow, wygodne klapeczki :) Ale to przeciez nie czill ktorego poszukujemy cale zycie.. Jutro wiec (choc mowimy tak od 3 dni..) wyruszamy dalej na wschod na bardziej dziewicze i jeszcze piekniejsze wysepki.. Powodzenia w sesji i starciach z nadchodzacym zimnem!

Ilez mozna siedziec w wielkich smierdzacych metropoliach?? ilez nocy mozna spedzic na siedzaco w pociagach i autobusach sluchajac charczacych Chinczykow?? ilez kilometrow codziennie mozna przemierzac?? Zawsze przeciez zmierzalismy ku bialym plazom i kladacym sie na nie palmom.. Czemuz mialoby byc inaczej tym razem?? Wlasnie przylecielismy do Jakarty i przez najblizsze 2 tygodnie zamierzamy odbic sobie caly rok ciezkiej pracy na uczelni i wyczilautowac sie na paru indonezyjskich wysepkach..:) Szczegoly wkrotce..
Pozdrawiamy!

Przez 3 dni i 3 noce leniwie plynelismy po trzeciej najwiekszej rzece swiata ogladajac male, przewaznie ponad 3-milionowe „wioski” na jej brzegach, swiatynie i przepiekne kaniony.. Rejs zakonczylismy zwiedzajac niby najwieksza tame swiata, ktora jest duma Chinczykow.. Nie specjalnie nas jendak zachwycila..
Po nocy spedzonej w malej miescinie, okolo 8-milionowym Wuhan, nadeszla chwila od dawna spodziewana ale bardzo niechciana.. Po 6 tygodniach wspolnych przygod pozegnalismy Asie, Hulka i Kamila..:( i z nadzieja ze jeszcze gdzies na kontynencie azjatyckim nasze backpakerskie drogi skrzyzuja sie ruszylismy z Madzia na poludnie..
Plany troche zmienilismy i zamiast znalezc sie w Szanghaju jestesmy w Hong Kongu, ale gdzie zmierzamy to napiszemy za dni pare ;)

Chiny od samego poczatku zachwycaja nas nie tylko stopniem zaawansowania technologiczno-cywilizacyjnego w stosunku do Mongolii, ale i do wiekszosci innych znanych nam z podrozy krajow, Polski rowniez! Wygodna kolej, czyste ulice, nowoczesne centra handlowe, chec pomocy wszystkich (przewaznie nierozumiejacych tak angielskiego jak i tego ze my chinskich znaczkow niebardzo kumamy) czajnikow, olbrzymie „amerykanskie” estakady a’la rondo polsadu tyle ze 10 razy bardziej skomplikowane, ruchome schody pod wszystkim wiekszymi skrzyzowaniami, a te pomyslane z glowa, bezkolizyjne i gladziutkie ze na rolkach spokojnie mozna zasuwac.. Stolica panstwa srodka z kilkunastoma swiatyniami i kompleksami swiatyn takimi jak Lama Temple, Summer Palace i Forbidden City, w ktorych zapalilismy kadzidelka ku czci Buddy; najwiekszym placem swiata-Tienanmen, setkami sklepow z pamiatkami i podrabianymi ciuchami.. Jeden dzien wystarczyl bysmy na rowerkach, po specjalnie wyznaczynych dla nich trasach, zrobili ponad 40km zatrzymujac sie co chwila na zdjecia i przepyszne jedzenie.. Naszym najwiekszym przysmakiem wybralismy tiedz-baklazan w sosie sojowym :) Oczywiscie dla wielbicieli miesa na stolach przydroznych knajpek zawsze znajdywaly sie ryby, boczki, sery, karpie, osmiorniczki, weze, zaby, kurczaki cale jak i ich glowy z mozdzkiem i oczami, pietruszki, cebulki, glony, nawet zolwie, jaja przepiorcze, slodkie ziemniaki, makarony a do tego wszystkiego oczywiscie ryz i paleczki w dlonie!!!Przysmakiem a zarazem najbardeziej tradycyjnie przyzadzonym daniem Chinczykow okazal sie HOT POT-szamka robiona przez klienta.. na srodku stolika wyzlobiona dziura z garnkiem z gotujaca sie woda do ktorego wrzucalo sie rozne roznosci a nastepnie zanurzywszy w sosiku orzechowym paleczkami umieszczalo czesciowo w buzi czesciowo na stole-ciezko panowac nad calym makaronem lub rozgotowanymi rybami dwoma drewienkami..:)
Najwieksza przygoda po rowerkach byla wyprawa na Wielki Mur.. Budowana przez wieki fortyfikacja, ktorej nie widac z kosmosu, o czym oznajmil pierwszy chinski kosmonauta pare lat temu, jest rzeczywiscie cudem! 2450, a z bocznymi odgalezieniami ponad 6000km dlugosci, jest największą budowlą wzniesioną kiedykolwiek przez człowieka. Zaczyna się nad morzem Pohaj na północny wschód od Pekinu i przebywa Chiny północne aż do pustyni Gobi. Służył on jako wał obronny przed obcymi plemionami koczowników, które chciały wtargnąć do Chin. Nasze wtargniecie na jego kamienne sciany odbylo sie po zmroku, po przejsciu 3 km usnelismy na jednej z baszt… Obudzilismy sie o wschodzie slonca by pokonac kolejne 7 km w palacym sloncu! Wielkosci oraz trudnosci umiejscowienia muru jak i piekna otaczajacych go krajobrazow nie sposob opisac, zapraszamy do obejrzenia fotek (wkrotce!)
Pekin opuscilismy po paru dniach by dotrzec do malego, liczacego prawie 4mln mieszkancow Xi’an, gdzie spotkalismy sie ze znajoma Marcina Molickiego ze studiow i zaplanowalismy kolejna przygode.. Ruszamy na nia.. statkiem! Tym razem jednak nie bedzie kolysalo, nie bedzie skal na naszej drodze i nie bedzie morskiego krajobrazu na horyzoncie :) Ruszamy w rejs po trzeciej najwiekszej rzece swiata-Jangcy.. Za 3 dni i 3 noce dotrzemy do najwiekszej na swiecie tamy i wtedy… Sie zobaczy :)
Pozdrawiamy
mur2.jpg

…a jutro bedzie o 6 wiecej bo kupujemy jednoslady i rozpoczynamy eksplorowanie tego magicznego miasta!
Dotarlismy dzis rano autobusem sleeperem-zamiast foteli- lozka! Mozna pomyslec WYPASIK, ale.. materace dlugosci metra to dla nas zdecydowanie za malo..;) Ciezka noc ale nagroda z rana i to jaka! szamka pyszna i wreszcie, w odroznieniu do Rosji i Mongolii, smakujaca! Nikt nic nie rozumie, usmiech na wszystkich jednak twarzach… Oprocz tego asfalt, kosze na smieci, zimna kolka, ceny smieszne, atmosfere przedolimpijska czuc! Zostajemy az nauczymy sie chinskiego! ;)
pzdr

jurta.jpg

Dotarlismy do Mongolii, kraju Chingiis Khana, niebieskiego nieba i.. braku drog..:) Ulan Bator, w ktorym jeszcze 3 lata temu byl tylko 1 bankomat, obecnie, jak na stolice kraju odwiedzanego przez coraz wiecej turystow przystalo to duze miasto z nieznosnym zanieczyszczeniem, parkiem, zabytkowymi swiatyniami, restauracjami i korkami.. Uwielbienie dla najpotezniejszego wladcy swiata ever mozna zauwazyc pijac piwo i wodke chinghis, jedzac w barach chingis, mieszkajac w hotelach chinghis, chodzac do teatru chinghis i ogladajac pomniki i popiersia wielkiego Chinghis Khana we wszystkich wazniejszych miejscach miasta.. Stolica stolicą, to jednak nie klimat dla nas.. Po zwiedzeniu miasta wypakowalismy niepotrzebne rzeczy z plecakow i calą szescio osobową paczką ruszylismy na zachod.. Klopot w tym ze po wyjechaniu ze stolicy konczy sie asfalt i tysiace kilometrow drog to… polne drozki ktore w razie deszczu, ktory pada co 4 dni ZAWSZE, przemieniaja sie blotniste koleiny wiec przejechanie 200km zajmuje okolo 8 godzin.. Pierwszy postoj to Tsagaan Nuur, przepiekne jezioro, ktore otoczone gorami, zielonymi lasami i pustymi stepami, zachwycilo nas i zatrzymalo pare dni.. Nocowalismy w mongolskich jutrach-bialych okraglych namiotach ze stalowym piecem w na srodku i twardymi lozkami ulozonymi pod scianami, jedlismy lokalne jedzenie (kluski z zylastym miesem) i pilismy jogurt z jaka (jedyna dobra rzecz..).
Spotkalismy tam grupke mongolow….na poczatku spiewali piosenki, pili wodke i probowali sie z nami bratac….skonczylo sie na tym, ze rozbijali sobie butelki na glowach, kopali po twarzach i rzucali pienkami (dobrze, ze ktos schowal siekiery….) Wlascicielka
naszej jurty nawet nie mogla wezwac pomocy, bo najblizsza polcja jest w
ulaanbaatorze oddalonym o 2 dni drogi….pokrwawieni poszli w kocu spac.. Pijany mongol-niebezpieczny mongol-tak powiedzial polski konsul, mial racje..:) Trzezwa czesc mongolskiego narodu jest przesympatyczna i obawiac sie jej nie mozna!

Po paru dniach cziloutu wynajelismy konie i postanowilsmy przedostac sie do najblizszego miasta, z ktorego mozna bylo zdobyc jakikolwiek transport dalej. Do przemierzenia mielismy prawie 80km- gory, rzeki, jeziora i bagna.. Noclegi w namiotach podczas gruntownych przymrozkow troche przestraszyly dziewczyny, ale po namowach doswiadczonych w podrozowaniu w extremalnych warunkach kolegow zdecydowaly sie wybrac z nami.. Nasza szostka, 10 koni, dwoch przewodnikow, 2 psy.. Cudowna przygoda podczas ktorej obtarlismy sobie wszystkie czesci dolnych konczyn, poznalismy pare mongolskich piosenek, ale przede wszystkim.. nauczylismy sie jezdzic konno :) pierwszego dnia jechalismy chyba przez najdluzsza doline na swiecie, aby wieczorem rozbic namiot, rozpalic ogisko i lezec na brzuchu leczac obolale tylki ;) Drugiego dnia musielismy przedostac sie przez bagna, w ktorych konie non stop sie topily i przez kilka mniejszych rzek gdzie przemoczylismy sobie wszyscy ubrania. Trzeciego dnia udalo nam sie w koncu dotrzec do malej wsi, skad czekalo nas jedyne 35 godzin jazdy ruskim „minivanem” w warunkach ublizajacym nawet bydlu… na 11 siedzeniach gnietlismy sie w 17 osob, deszcz lal cala noc a my grzezlismy raz w blocie, raz w.. rzece.. przygoda ;)

Jestesmy z powrotem w stolicy, weekend planujemy spedzic na kibicowaniu Marysi w walce z Agnieszka i poznawaniu mongolskiej mlodziezy w jednym z tutejszych nocnych klubow..:)
Pijemy wasze zdrowie sfermentowanym mlekiem mongolskich klaczy i zagryzamy polskim ogorkiem konserowoym, ktory w sloiku z bialoczerwona flaga stoi na polkach prawie kazdego tutejszego sklepu! :)
W poniedzialek jedziemy do Chin…

Bajkal ktory zawiera 20% swiatowych zasobow slodkiej wody na swiecie, nie byl w stanie zaoferowac choc jednej ryby, ktora moglibysmy zlowic….w zamian jednak za to, wyspa Olkhon rozpiescila nas zapierajacymi dech w piersiach widokami, wspaniala pogoda, urokliwymi zachodami slonca i krystalicznie, przejrzystym niebem na ktorym dostrzec mozna bylo wszystkie, mozliwe konstelacje. Dzien urozmaicaly nam rowniez zaciete gry w ping-ponga, w tym z bylym rosyjkim mistrzem swiata, ktory mimo wygladania jak ostatni wiesniak w podartych spodniach gral jak maszyna…..

bajkal.jpg

Tak wiec po odpoczynku nad jeziorem udalismy sie w 2-dniowa podroz do „land of the blue sky”…czyli Mongolii. Ludzie sa przemili, a konie, ktorych przypada az 13 na jednego mieszkanca szybkie jak blyskawice!!! Jutro wyjezdzamy ze stolicy Ulaan Baator i jedziemy w nieznane, zwiedzac stepy, jeziora i gory….

pozdrawiamy

Tak nazywaja kolej transsyberyjska angielscy podroznicy.. Czemu?? Nie mamy pojecia! Pociag wypelniony jest rosyjskimi babuszkami z dziecmi, ktore nie robia nic oprocz patrzenia sie w okno i jedzenia.. Jedynymi podroznikami utrzymujacymi tradycje starorosyjskie bylismy my :)
Pare litrow srebrnego trunku nabytego w Minsku za pare marnych rubli (pol litra za 6zl) starczylo nam na 6 dni monotonnego przemierzania tysiecy kilometrow (dokladnie 5860) by w poniedzialek wieczorem dotrzec do irkucka.. Urodzinowa noc w wylozonej marmurami poczekalni dworca kolejowego i wczoraj pierwszy raz ujrzelismy Bajkal! pierwsza kapiel, wedki, namioty, pierwsi backpakersi, krajobraz marsowy, woda diabelsko zimna.. Pare dni czilloutu i ruszamy dalej!

Lviv

2 komentarzy

Pierwszy postoj to jeszcze Europa i to na dodatek najbardziej polskie z niepolskich miast! Po pierwszej nocnej meczacej podrozy dotarlismy do Lwowa.. Piekne kamienice, mnostwo kosciolow, zielone wzgorza, trolejbusy i kocie lby.. Cos jak Krakow 20 lat temu.
Cala nasza osmio osobowa grupa pmniej lub bardziej doswiadczonych podroznikow :) zgodnie przyznala ze milo by bylo miec Lwow po naszej stronie granicy.
Wiecej historyjek wkrotce, tymczasem pakujemy plecaki i dzis ruszamy w 5-o dniowa podroz nad Bajkal…

Kraków-Lwów-Mińsk-Irkuck-Ulan Bator-Pekin-Shanghaj-Lhasa-Katmandu-Pokhara-Kalkuta…
Ruszylismy na kolejną przygodę, relacje w miare na bieząco, zapraszamy, pozdrawiamy i pijemy wasze zdrowie gdzieś w dalekiej Azji…:)

asia-plan.jpg


  • RSS